Recenzja wózka Thule Sleek

Emma jako już prawie 2-latek nie korzysta z wózków zbyt często. Woli sama zwiedzać i poznawać świat. Są jednak momenty gdy wózek nadal jest niezastąpiony. Ale, żeby przekonać do niego 2-latkę trzeba mieć solidne argumenty. Dzięki uprzejmości firmy Thule, mamy możliwość testowania nowej odsłony wózka Thule Sleek. Poniżej spróbujemy podsumować dlaczego Thule Sleek przypadł Emmie do gustu. I dlaczego spodobał się także nam.

Pierwsze wrażenie – super, całość (Thule Sleek + Thule Sleek Bassinet + multum akcesoriów) przyjechała na palecie, w kartonach zapakowanych w kolejne 2 kartony – wszystkie świetnie zabezpieczone. Od razu widać, że to nie przelewki, mamy do czynienia z wysokiej klasy produktem.

 

Po rozpakowaniu i poskładaniu tego wszystkiego (tutaj zaznaczmy, że albo nabraliśmy doświadczenia, albo rozłożenie i poskładanie tego wszystkiego jest wyjątkowo proste – zajęło dosłownie chwilę, bez frustracji i ślęczenia nad instrukcją) naszym oczom ukazuje się bardzo ładny i solidnie wyglądający pojazd, z wieloma ciekawymi rozwiązaniami, które teraz, po przetestowaniu już całkiem sporej ilości wózków, potrafimy naprawdę docenić.

Przejdźmy do konkretów – rama aluminiowa z elementami plastikowymi (i oczywiście ze względu na klasę produktu, jest to wysokiej jakości plastik – solidny, miły w dotyku i o zróżnicowanych fakturach). Felgi kół są odblaskowe – detal, ale nie spotkaliśmy się jeszcze z czymś takim – a na pewno zwiększa bezpieczeństwo podróży.

 

Wózek składa się do rozsądnych rozmiarów, więc można go bez problemu przewozić w bagażniku w razie potrzeby.

Kierownica jest oczywiście w pełni regulowana, w całkiem szerokim zakresie, więc nie ma problemu z dostosowaniem wysokości niezależnie od wzrostu opiekuna.  Kolejny ciekawy i dla nas niespotykany detal – do kierownicy przymocowany jest wygodny pasek na rękę, który zapobiega przypadkowemu wypuszczeniu wózka.

Jedną z rzeczy, na które zwróciliśmy szybko uwagę jest ciekawie rozwiązana amortyzacja w tylnych kołach. Dwa elementy pokryte karbowaną gumą, będące przedłużeniem ramy wsuwają się w siebie, dzięki czemu nie zajmują dodatkowego miejsce – i wyglądają bardzo estetycznie. Amortyzatory mają całkiem spory skok i dobrze wyregulowany poziom twardości, co w połączeniu z dużymi, 28-centrymetrowymi kołami sprawia, że wszystkie nierówności są ładnie wybierane (a mieszkamy w “trudnym” terenie)  – i jednocześnie nie sprawiają, że wózkiem buja. Oczywiście, przednie kółka również są odpowiednio amortyzowane, a także mają możliwość zablokowania ich w pozycji “na wprost” – co jest absolutnie wymagane jesli chcemy wjechać wózkiem na jakikolwiek inny teren niż asfalt / chodnik. Każdy kto podróżuje z dzieckiem po trudniejszym terenie z pewnością doceni ten detal.

Kolejnym świetnie rozwiązanym elementem jest zapinany na suwaki kosz na zakupy, który otwiera się na 2 różne sposoby. Oprócz standardowego dostępu “od góry”, można otworzyć też tylną ściankę, co bardzo ułatwia dotarcie do zawartości znajdując się z tyłu wózka. Trzeba też dodać, że pojemnik ten jest OGROMNY, zdecydowanie największy jaki mieliśmy we wszystkich dotychczasowych wózkach. Bez problemu pomieścimy do niego wszystkie niezbędne akcesoria / zakupy.

Do ramy jeszcze wrócimy gdy dojdziemy do kwestii konfigurowalności – a tymczasem przejdźmy do siedziska. Jest głębokie i sprawia wrażenie mega wygodnego, zdaje się “otulać” dziecko. Mam wrażenie, że Emma nie chciała jeździć innymi wózkami częściowo ze wzgledu na to, że są dość płytkie – ciężko jej w nich wygodnie usiąść. Siedzisko w Thule Sleek jest też w pełni regulowalne (nachylenie podnóżka,  3 możliwe ustawienia wysokości pasów, 3 możliwe pozycje ustawienia oparcia, dzięki którym dziecko bedzie mogło zarówno komfortowo podziwiać otoczenie, jak i uciąć sobie drzemkę), zbudowane z bardzo przyjemnych materiałów. W zestawie otrzymujemy też bardzo miękką, zdejmowaną wyściółkę na siedzisko, która dodatkowo zwiększa komfort podróży i ułatwia czyszczenie. Skoro już wspomnieliśmy o pasach – mamy tutaj bardzo bezpieczne pasy pięciopunktowe – wasze dziecko z pewnością się nie uwolni i nie wypadnie z Thule Sleek. Dołączony pałąk wydaje się w tym przypadku zbędny.

Siedzisko posiada oczywiście rozsuwany daszek (Kolejny ciekawy detal – przezroczyste  okienko zasłaniane jest kawałkiem materiału, który blokujemy w miejscu na magnes – i sprawdza się to absolutnie doskonale.  Spotkaliśmy się z takimi zamykanymi na rzepy, zamek, czy też bez żadnej blokady – i magnes zdecydowanie wygrywa. Trzyma materiał w miejscu, a jednoczesnie nie potrzeba użyć specjalnie dużo siły, czy dwóch rąk, by podejrzeć naszego malucha.) z rozkładaną osłoną przeciwsłoneczną (którą po prostu trzeba mieć, każdy kto używał wózka bez niej z pewnością wie, że to nieoceniony element) i zapinaną na zamek błyskawiczny przewiewną siatką, która pozwala zapewnić dziecku dodatkową wentylację w razie potrzeby. Daszek zapewnia też ochronę przed promieniowaniem UV (UPF 50+). Nie wiem, czy producenci rzadko sie tym chwalą, czy niewielu z nich to oferuje, czy po prostu nie zwróciliśmy wczesniej na to uwagi – ale zdecydowanie zasługuje to na duży plus, zwłaszcza przy aktualnej pogodzie.

Z wózkiem dostaliśmy również gondolę Thule Sleek Bassinet, której niestety nie mieliśmy okazji przetestować, ze względu na brak niemowląt w najbliższym otoczeniu, jednak po dokładnym badaniu organoleptycznym mogę powiedzieć, że jest bardzo solidna i przyjemna w dotyku. Również posiada rozkładany daszek z ochroną przed promieniowaniem UV i rozkładaną osłoną przeciwsłoneczną. W zestawie jest także bardzo miękki i przewiewny materac, osłona przeciwdeszczowa i kompeltny zestaw adapterów. Czyli wszystko czego możemy potrzebować. Montaż gondoli w ramie, podobnie jak siedziska, jest banalnie prosty.

Przejdźmy teraz do prawdopodobnie największego “selling point” wózka Thule Sleek – konfigurowalności. Oczywiście mamy możliwość zamontowania w nim siedziska, zarówno przodem, jak i tyłem do kierunku jazdy. Oczywiście możemy zamontować w nim gondolę. Oczywiście możemy zamontować w nim dwa siedziska… wait, what? Ano tak, Sleek jest wózkiem, którym można podróżować z więcej niż jednym dzieckiem. Bliźniaki? Dwójka dzieci w wieku 0-3 lat? Nie ma problemu, wystarczy dokupić gondolę, nosidełko, lub siedzisko i dzięki adapterom można je zamontowac na tej samej ramie. Możliwości konfiguracji tych 3 elementów jest tak dużo, że nie będę ich tutaj opisywać – polecam obrazek poniżej:

https://www.thule.com/~/media/images/thule/thule-strollers/editorial-box-with-image/thule-sleek-stroller-combinations.jpg

Absolutnie świetny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Co ciekawe, na pierwszy rzut okna nic nie zdradza faktu, że Sleek może być wózkiem podwójnym. Wprawdzie dolna część ramy jest delikatnie wydłużona, jednak można to spokojnie uznać za cechę projektu, która ma wpływać na stabilność i wygodę. Ogromny plus za to rozwiązanie. Dzięki temu po narodzinach drugiego dziecka, nie trzeba wymieniać całego wózka na podwójny (które z reguły odpowiednio dużo kosztują i są znacznie większe niż Sleek). Wystarczy jeden dodatkowy element i możemy jechać z dwiema pociechami. Super.

Na koniec chcę wspomnieć o jednym z akcesoriów – a dostaliśmy ich całkiem sporo: wygodny uchwyt na kubek, moskitiera, osłona przeciwdeszczowa, zestaw adapterów – a także hit – dwukomorowa tacka na przekąski. Dziecko może trzymać na niej picie, chrupki, pokrojone warzywa – czy jakiekolwiek inne przekąski preferuje. Na tacce można także poukładać zabawki, które zajmą dziecko na chwilę, kiedy podróż stanie się nużąca. Nie mieliśmy wcześniej czegoś takiego, a teraz wiemy, że bez tej tacki nie ruszymy się już nigdzie. Emka wysypuje sobie na nią chrupki, trzyma na niej pojemnik z piciem – i kładzie swoje podróżne żyrafki – bez ktorych nigdzie się nie ruszamy. Świetna sprawa.

Podsumowując – Thule Sleek to najwyższej jakości wózek, wykonany z solidnych i miłych w dotyku materiałów. Siedzisko z wyściółką jest miękkie i bardzo wygodne dla dziecka, co znacząco ułatwia podróżowanie. Wszystkie elementy, zarówno te odłączane, jak i te zamontowane permanentnie są doskonale spasowane – nic nie skrzypi, nic luźno nie lata. Dzięki świetnej amortyzacji i dużym kołom,  żaden teren nie będzie dla tego wózka problemem.  Koniecznie trzeba też wspomnieć o mnogości dostępnych na stronie Thule akcesoriów – w zasadzie można mieć pewność, że niczego dziecku ani nam nie zabraknie.

Sleek to najbardziej przemyślany i bogaty w mega użyteczne detale wózek jaki mogliśmy testować – i zdecydowanie zostanie z nami na dłużej.